
Wojciech Staroń. Fot. Marcin Kułakowski, PISF
11 grudnia w ramach MFF Watch Docs Prawa Człowieka w Filmie odbył się pokaz wspołfinansowanego przez PISF filmu "Argentyńska lekcja" Wojciecha Staronia. Po projekcji reżyser spotkał się z publicznością.
Dwa lata w Argentynie
Realizacja "Argentyńskiej lekcji" trwała dwa lata. Pretekstem do wyjazdu i rozpoczęcia zdjęć był kontrakt żony reżysera. Małgorzata Staroń w Argentynie uczyła języka polskiego, została również współautorką filmu. Twórcy zdecydowali się na pobyt w niewielkiej miejscowości na północno-wschodnim krańcu Argentyny, między Brazylią i Paragwajem. Reżyser podczas spotkania opowiadał m.in. o mieszkających w Ameryce Południowej potomkach Polaków: - To jest emigracja w większości, która wyjechała z zaboru austriackiego na początku XX wieku (...). Oni przeważnie wyjeżdżając stąd nie wiedzieli zupełnie gdzie jadą. Niektórzy trafili do Stanów, niektórzy do Argentyny, bo te właśnie kraje przyjmowały emigrantów. Osiedlali się tam, gdzie dawano ziemię za darmo, każdy dostał 25 hektarów ziemi, która nie była nigdy wcześniej zaludniona.
Portret dwójki przyjaciół
"Argentyńska lekcja" opowiada historię przyjaźni syna reżysera z dziewczynką z argentyńskiej prowincji. Dziadek Marsji wyemigrował z Polski po II wojnie światowej. Dziewczynka chce uczyć się polskiego i na zajęciach spotyka głównego bohatera. Zaskakuje bardzo intymny sposób filmowania dwójki dzieci, sposób pokazania ich wzajemnej relacji. Reżyser opowiedział warszawskiej publiczności o tym, jak uzyskał ten efekt: - Janek nie znał żadnego słowa po hiszpańsku, jak tam jechaliśmy. Ja na początku chyba przez pierwsze dwa miesiące chodziłem z nim codziennie do szkoły, siedziałem sobie z boczku, trochę tłumaczyłem, trochę pomagałem a jednocześnie przyzwyczaiłem dzieci do siebie, mogłem filmować te pierwsze momenty jego relacji z dziećmi, z nauczycielką (...). Z tygodnia na tydzień coraz szybciej wchodził w tą rzeczywistość.
Jak powstaje film dokumentalny
Widzowie pytali Wojciecha Staronia m.in. o to, czy od początku miał plan tak wnikliwego obserwowania dzieci. - Nie stwarzam sobie w głowie najpierw jakiejś koncepcji, którą potem realizuję - raczej działam pod wpływem tego co widzę i czuję. Wydaje mi się, że jeśli tu można mówić o decyzjach, to chyba one wynikały z tego, żeby kamera miała w pewnym sensie też osobowość dziecka, żeby się zbliżyć do rytmu, pewnej dynamiki jaką niesie za sobą obserwowanie dzieci. Może akurat wielkość kadrów, zapełnienie ekranu twarzą czy postaciami dzieci sprzyja temu, żeby wczuć się bardziej w ich sprawy (...). Mnie interesowało to, żeby podążać za pulsem dziecka, które pierwszy raz wszystko odkrywa.
Czy dokument można inscenizować?
Widzowie pytali także, czy przyjaźń między bohaterami przetrwała. Choć od powrotu twórców filmu do Europy minęło półtora toku, to kontakt nadal jest podtrzymywany, a dziewczynka odwiedzi w najbliższym czasie rodzinę Staroniów w Polsce. Rodzina reżysera obecnie wspomaga także edukację Marsji - dziewczynka uczy się w szkole w większej miejscowości. Widzowie pytali również, czy reżyser inscenizował jakieś fragmenty "Argentyńskiej lekcji" - Inscenizacji nie było, natomiast miałem ten komfort, że wiele sytuacji się powtarzało codziennie i mogłem się do nich przygotować (...). Czaiłem się, przygotowywałem może bardziej psychicznie niż w jakiś sposób inscenizacyjny. Nie wierzę, żeby inscenizacja w dokumencie wyszła dobrze - to w fabule trzeba być mistrzem świata, aby to było naturalne. Raczej się zdawałem na szybkie reagowanie, podglądanie tych sytuacji, które się działy naprawdę. Natomiast sam montaż jest tutaj dużym polem do manewru. Z tego samego materiału można zmontować kilka różnych filmów, o zupełnie różnej wymowie, różnym rytmie i innym temacie.
Rodzina i bieda
Widzów interesowało również to, czy reżyser wiarygodnie pokazał poziom biedy panującej na argentyńskiej prowincji i konieczność podejmowania pracy przez najmłodszych członków rodziny. -Argentyna jest chyba jak Europa przed wojną - mówił Wojciech Staroń. -Jest garstka bardzo bogatych, których stać na wszystko, mają służbę, duże domy i posiadłości, siła robocza jest bardzo tania. Są też ludzie z małych wiosek czy miasteczek, których dzieci nigdy nie pójdą na studia, bo ich nie stać, aby je wysłać do dużego miasta (...). Te dzieci są zdane na pozostanie w swoim miasteczku. Praca dzieci jest dość częsta, to zależy w dużej mierze od zaradności rodziców (...). Mimo tego, że rodzina jest najważniejsza dla Latynosa, to te więzi się często rozpadają.
Nagrody dla polskiego filmu
Pytano również o zagraniczny odbiór filmu. - Ja się cieszę, publiczność odbiera ten film bardzo dobrze. Przesłanie o tym, że dwójka dzieci z różnych stron świata może się ze sobą dogadać i przeżyć taką wzajemną lekcję dociera do wszystkich - mówił reżyser.
Współfinansowaną przez Polski Instytut Sztuki Filmowej "Argentyńską lekcję" nagradzano do tej pory m.in. we Włoszech, w Niemczech i Chinach.
Wojciech Staroń opowiedział również o swoim kolejnym projekcie - będzie to historia dwóch braci, repatriantów z Kazachstanu. -Będzie to historia miłości braterskiej, portret dwójki ludzi. Chcę użyć też ich materiałów filmowych - zdradził dokumentalista.
Więcej o filmie "Argentyńska lekcja": www.polishdocs.pl.
Marta Sikorska





