
Ekipa filmu "Na północ od Kalabrii". Fot. Marcin Kułakowski, PISF
16 listopada w warszawskim kinie Kultura odbyła się premiera filmu dokumentalnego „Na północ od Kalabrii" Marcina Sautera. Od 19 listopada film pojawi się w kinach w Warszawie, Krakowie i Poznaniu, a później w całej Polsce.
Widzów przywitali Katarzyna Ślesicka z Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy oraz Jacek Bromski - prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Gościem premiery był Andrzej Wajda.
Na seansie obecni byli również przedstawiciele społeczności Chełmska Śląskiego - miejsca, gdzie zrealizowano „Na północ od Kalabrii".
Podczas premiery głos zabrał reżyser filmu. - Chciałbym serdecznie podziękować ekipie filmu, bo ten film szczególnie dużo zawdzięcza ekipie - od nich zależało zbudowanie nastroju, który jest najważniejszą rzeczą w tym filmie - mówił, zapraszając na scenę liczną grupę współtwórców obrazu.
Podczas prezentacji filmu przed projekcją mówiono o festiwalowych sukcesach „Na północ od Kalabrii": po pokazach na Krakowskim Festiwalu Filmowym polski dokument trafił jako dodatek do europejskiego czasopisma Dox Magazine. Międzynarodową premierę film Marcina Sautera miał podczas tegorocznej edycji festiwalu DOK Leipzig, gdzie został uhonorowany Nagrodą Trade Union ver.di oraz Nagrodą Jury Ekumenicznego; na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych „Flahertiana" w Permie otrzymał Specjalne Wyróżnienie Jury.
Film Sautera jest pierwszym trafiającym do szerokiej kinowej dystrybucji filmem wyprodukowanym i rozpowszechnianym przez Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Współproducentem filmu jest Studio Munka, a w dystrybucji filmu partnerem szkoły jest Stowarzyszenie Filmowców Polskich.
Przed premierą „Na północ od Kalabrii" rozmawialiśmy z reżyserem Marcinem Sauterem.
PISF: Co szczególnego jest w Kalabrii, że trafiła do nazwy polskiego filmu, którego akcja rozgrywa się w Polsce?
Marcin Sauter: Z Kalabrią jest związany jeden z bohaterów filmu, stąd nazwa. Jakoś trzeba to piękne Chełmsko Śląskie umiejscowić, mam nadzieję, że po premierze jakiś filmowiec z Włoch nazwie swój film: Na południe od Chełmska Śląskiego albo Bydgoszczy, na przykład.
Jak pan sądzi - co sprawia, że film "Na północ od Kalabrii" podoba się zagranicą, dostaje nagrody? Co film ten mówi o nas, Polakach? Przedstawia nas chyba dosyć pogodnie?
Mam taką nadzieję, że wynika to z tego że film mówi o dobrych stronach życia, co teraz jest raczej rzadkością i że ludzie pozytywnych historii potrzebują także w innych krajach.
Jak doszło do wyboru miejscowości, w której kręciliście państwo film?
Obejrzeliśmy kilkadziesiąt miasteczek i w Chełmsku się zatrzymaliśmy, to niesamowite, piękne miejsce, nie było sensu szukać dalej.
W jakim stopniu ten film jest jeszcze dokumentem a w jakim ingerencją pana i pańskiej ekipy w życie miasteczka?
Jest dokumentem w każdym stopniu, aktorzy nie byli reżyserowani, dostawali tylko zadania do wykonania, ich postacie były filmowane pod kątem wartości, jakie ci ludzie prezentują w prywatnym życiu. Takie dokumenty kręciło się zawsze, to nie żadna nowość. Starałem się tylko od początku, żeby widzowie od razu wiedzieli, że tu się kręci film. Prawda dokumentalna miała wyniknąć z tego, co działo się między nami - ekipą, a mieszkańcami Chełmska.
No właśnie - ekipa - czy Zespół Filmowy Paladino nadal istnieje? Jakie projekty, oprócz wspólnych realizacji filmowych robicie państwo razem?
Zespół Paladino nadal istnieje i ma się coraz lepiej, zmienił się tylko nieznacznie skład zespołu. Nie ma Piotra Stasika, jest Michał Marczak. Działamy tak jak działaliśmy dotychczas, każdy z nas robi filmy, w których pomagamy sobie nawzajem, albo przy nich pracując albo słuchając rad kolegów. Liczą się filmy, to jest motorem naszego wspólnego działania. Łączy nas podobna pasja i podobne widzenie świata. Każdy z nas pokazał teraz kolejny film, robimy już następne. Thierry Paladino zrobił "La machinę", Michał Marczak "Koniec Rosji", Maciej Cuske "Pamiętaj abyś dzień święty święcił" - w serii dekalog po dekalogu. Mamy też wspólne, mocno zaawansowane plany filmowe, których na razie nie będę zdradzał.
"Na północ od Kalabrii" w Polsce można było dotąd zobaczyć m.in. na Krakowskim Festiwalu Filmowym. Co sprawiło, że film trafia do szerokiej dystrybucji? Dlaczego, pana zdaniem, polski dokument tak rzadko dociera do widzów w kraju?
Nie wiem niestety, mam nadzieję, że to się zmieni, z festiwali filmów dokumentalnych wiem jak ludzie odbierają dokumentalne filmy i jak potrafią one być dla nich ważne. Nie znam niestety zupełnie mechanizmów promowania filmów.
Rozmawiała Marta Sikorska





